03.09.2010 23.58

eFTe: Konsumpcja pod kontrolą

W mieście korki, wszyscy pędzą do centrów handlowych. Ci, którzy już tam są, denerwują się, ile jeszcze pieniędzy wydadzą na prezenty dla całej rodziny, choinkę, sylwestrowe gadżety, tony jedzenia. Tymczasem Weronika, Ania, Ewa, Karol, Grzegorz, Maciek i kilkunastu ich znajomych siedzą w kawiarni, popijają fair tradowe latte, toczą w rękach filcowe kulki i malują na płóciennych torbach wzory przez szablon. W ten sposób eFTe Warszawa, stowarzyszenie zajmujące się promocją świadomej konsumpcji i sprawiedliwego handlu, obchodzi świąteczne spotkanie. Działają wspólnie trzy lata realizując coraz ciekawsze projekty.

autor(ka): Agnieszka Rodowicz
2008-12-23, 19.53

AAAAby kupić etycznie…
Zaczęło się od ogłoszenia zamieszczonego na portalu www.ngo.pl przez Ewę. Szukała osób zainteresowanych sprawiedliwym handlem. Odezwała się do niej Kasia (teraz mieszka we Francji) i Ania (jest właśnie na stażu w Niemczech), dołączyła do nich Daria (od jakiegoś czasu w Etiopii). Zaczęły dyskutować mailowo, w końcu się spotkały.
– Gdyby ktoś mi powiedział, że z kontaktu mailowego może wyniknąć działalność stowarzyszenia, nigdy bym w to nie uwierzyła – mówi Ania. – Na początku byłyśmy po prostu dziewczynami, które chciały wiedzieć więcej.
Zetknęły się już wcześniej z pojęciem świadomej konsumpcji, sprawiedliwego handlu, etycznej odzieży. Zwykle w czasie podróży. Ania we Włoszech natknęła się na sklep fair tradowy.
 – Byłam zaskoczona, czytając naklejki na produktach. Mogłam się dowiedzieć, kto je zrobił, gdzie, jak i co kupienie tego produktu może w jego życiu zmienić – mówi młoda socjolożka. Postanowiła dokonywać bardziej świadomych, konsumenckich wyborów. Weronika, która szybko dołączyła do pierwszej czwórki mówi, że myślenie antykonsumpcyjne wyniosła z domu. Nigdy posiadanie nie było w nim najważniejsze. Znacznie bardziej liczyło się bycie z ludźmi.
 – Dla mnie świadoma konsumpcja to także jej ograniczanie – mówi Weronika. Wypełnienie życia czymś innym niż konsumowaniem. Ja wolę mieć więcej czasu dla rodziny, znajomych, przyjaciół – deklaruje.
Do dziewczyn dołączyło kilku chłopców, zaczęli się regularnie spotykać, wymieniać adresami, pomysłami, zdobytymi informacjami. Doszli wspólnie do dość zaskakującego wniosku, że robiąc zakupy, można kształtować rzeczywistość. Byli przekonani, że warto podzielić się tą wiedzą z innymi. Tym bardziej, że jest niewiele organizacji które zajmują się i kwestiami społecznymi i ekologicznymi. EFTe zaczęło je łączyć.
– Ale zawsze zastrzegaliśmy, że nie jesteśmy ekspertami – wyjaśnia Ania. – Uczymy się dla siebie i chętnie dzielimy naszą wiedzą, ale nie mamy odpowiedzi na wszystkie, często bardzo trudne pytania.

Kupować czy nie kupować
To jedno z takich trudnych pytań. – Nie powiedziałabym, że kupowanie jest z gruntu złe albo dobre – mówi Ania. Ale rozsądne kupowanie może zdziałać wiele dobrego. Nie możemy przestać nabywać, bo wiele osób straciłoby pracę, możliwość zarabiania. Chodzi jednak o to, by znaleźć w tym umiar. Kupowanie rzeczy tylko dlatego, że są fair tradowe to pomyłka. Trzeba się przede wszystkim zastanowić, czy tego potrzebujemy, czy kolejna rzecz, którą kupujemy, jest niezbędna. Kupowanie może być więc dobrym wyborem, ale często lepszym jest przyznanie się, że wcale tego nie potrzebujemy. Eftowicze kupując kawę, herbatę czy czekoladę pilnują, żeby były fair trade. Do koszyków wrzucają też produkty bio, lokalne, wolne od GMO.
 – Największy problem mam z ciuchami – mówi Ania. Szczególnie w Polsce. Mało jest u nas fajnych ubrań uszytych w sposób gwarantującyh przestrzeganie zasad etycznych. Dziewczyny z eFTe starają się więc kupować ciuchy w lumpeksach, mają też dużo ubrań z akcji wymienialniowych, które organizują. Lubią je nie tylko dlatego, że mają z nich „nowe” ubrania i mogą oddać swoje rzeczy osobom, które znają i lubią. To, według nich, także świetne doświadczenie międzypokoleniowe. – Zorganizowałam wymienialnię z moją mamą, moimi i jej przyjaciółkami. Była to jedna z fajniejszych rzeczy, jakie robiłam wspólnie z mamą – opowiada Ania. Kupowanie może być częścią życia społecznego. Ale anonimowe, identyczne centra handlowe nam tego nie dadzą.
– Smutne jest to co zrobiliśmy z kupowania – mówią eftowicze. Szczególnie wyraźnie widać to teraz, przed świętami. Ludzie zamykają się w sztucznych światach centrów handlowych, tłoczą w sklepach, denerwują. A przecież konsumpcja to nie tylko kupowanie przedmiotów. – Może warto pomyśleć o innym niż zwykle prezencie. I kupić komuś na przykład karnet na basen albo seans aromaterapii – podpowiada Weronika. Konsumpcja to także pożyczanie, wymiana, korzystanie z dóbr, usług. Również bezpłatnych. Wystarczy rozejrzeć się dookoła za alternatywą dla wydawania pieniędzy.
 
Bez leadera
Do eFTe zaczęły dołączać kolejne osoby, grupa była jednak bardzo płynna. Jedni się pojawiali, inni odchodzili. W tej chwili najprężniej działających osób jest 7-12, ale jest też mnóstwo ludzi wspierających eFTe i podejmujących działania okazjonalnie. Ci, którzy wyjechali, biorą udział w życiu stowarzyszenia na odległość.
– Czasami ludzie pytają mnie, co trzeba zrobić, żeby należeć do eFTe – mówi Karol. Nic. Trzeba po prostu przyjść i włączyć się do działania. Fajna w eFTe jest też wymienialność funkcji, to, że można robić różne rzeczy. Karol przygotowywał lemoniadę na Anty G8, nosił krzesła i pisał sprawozdania ze spotkań. Grupa znakomicie wykorzystuje fakt, że ludzie są różni. Że jedna osoba lepiej czuje się w publicznych wystąpieniach, inna woli pisać, jeszcze inna potrafi dotrzeć do mediów lub ma cierpliwość przy pracy papierkowej. Siłą eFTe jest też według jego członków brak leadera. Owszem jako stowarzyszenie musi mieć prezesa, ale nie jest to najbardziej aktywna osoba. Mimo to eFTe działa wyjątkowo sprawnie, jest świetnie zorganizowane, potrafi dzielić się pracą i delegować zadania, a jego działania zataczają coraz szersze kręgi (łącznie z telewizją publiczną). Siłą grupy jest fakt, że ludzie, którzy się w niej spotkali, od początku wiedzieli, co chcą robić. Nie goni ich żaden termin, sztywny plan. Chcą natomiast trzymać pewien kurs – w myśleniu, działaniu, organizowaniu ludzi wokół siebie.
– Mieliśmy też szczęście – twierdzi Ania. – Że się spotkaliśmy i że udało nam się dzięki wspólnemu działaniu dobrze poznać.
Dzięki temu Eftowicze są grupą bardzo dobrych przyjaciół. Choć zdarzają im się kryzysy wynikające choćby z faktu, że są bardzo małym stowarzyszeniem. eFTe nie ma siedziby, służbowego telefonu, godzin urzędowania ani żadnej zatrudnionej osoby.
– Moglibyśmy zrobić z tego ogromną organizację, realizować coraz większe projekty. Ale nie chcemy. eFTe jest fajne, bo jest małe, na naszą skalę, do ogarnięcia – wyjaśnia Ania. – Przez to że jest nieformalne i amatorskie ciągle sprawia nam przyjemność – dodaje Karol. Tym bardziej, że Eftowicze najlepiej czują się w bezpośrednim działaniu. Takim jak Dekonsumpcja – dwudniowa akcja pokazująca warszawiakom, że kupowanie może kształtować świat, że są alternatywy dla robienia zakupów, że dobrze jest zastanowić się co się kupuje, dlaczego i dla kogo. Dali też radę przeprowadzić wiele innych projektów, w tym szycia etycznych toreb.
 – Co ważne zrobione były z polskiego lnu przez więźniów zakładów karnych, którzy nie tylko zarabiali pieniądze, ale i zdobywali umiejętności potrzebne na rynku pracy – wyjaśnia Weronika.
 
Fairtradowy spacer, gotowanie i kino
Istotnych dla świata wyborów można dokonywać idąc na spacer czy gotując obiad. Bycie świadomym konsumentem to codziennie zadanie – mówi Weronika. Dlatego eFTe stara się być wszędzie tam, gdzie jest szansa na podjęcie słusznej decyzji. Albo przynajmniej przemyślanej.
– Co prawda zdarza się, że biorą nas za bandę świrów. Ale my jesteśmy przekonani, że cerowanie skarpetek to żadne szaleństwo – śmieje się Weronika. Od kilku miesięcy powstają trzy duże projekty stowarzyszenia. Jednym z nich jest „Spacerownik po Polsce” przygotowywany we współpracy z Polską Zieloną Siecią. Można go ściągnąć bezpłatnie ze strony eFTe, będzie też rozprowadzany bezpłatnie w wersji drukowanej. Spacerownik zawiera miejsca, kawiarnie, restauracje, sklepy, firmy, które promują odpowiedzialny i etyczny handel, biznes, usługi. Wersja internetowa jest interaktywna, użytkownicy mogą dodawać nowe miejsca, komentować, wyrażać opinie. Na razie jest trzydzieści adresów w Warszawie i tyle samo w Krakowie. Drugim projektem, który właśnie zjeżdża z maszyn drukarskich jest książka kucharska promująca zasady zrównoważonego rozwoju.
– Są w niej teksty na różne tematy związanie z jedzeniem: marnotrawstwo, rolnictwo ekologiczne, genetyczne modyfikacje, sprawiedliwy handel – opowiada Grzegorz, koordynator projektu. I przepisy kulinarne. Udało mu się namówić do udziału w nim znane osoby, które swoim autorytetem służą popularyzacji idei zrównoważonej kuchni. Przepisy dali między innymi Jacek Żakowski, Piotr Najsztub, Agnieszka Kręglicka, Hanna Szymanderska…
– Chcemy tą książką otworzyć dyskusję, która jeszcze w Polsce jest nieobecna – mówi Grzegorz, politolog studiujący właśnie bezpieczeństwo żywności. EFTe, które stawia na edukację, przygotowuje też serię filmów animowanych, robionych wraz z młodą rysowniczką Kasią Kijek. Są już trzy z sześciu animacji poświęconych świadomej konsumpcji, recyclingowi odpadów i sprawiedliwemu handlowi. Filmy będą wyświetlane w kinach w całej Polsce w ramach seansów edukacji filmowej stowarzyszenia Nowe Horyzonty. eFTe organizuje akcje miejskie, panele dyskusyjne, warsztaty, spotkania z uczniami szkół. Przekonują Polaków, że jako konsumenci mają prawo nie tylko zachwycać się ilością towarów na rynku, ale i dostawać pełną informację na temat produktów, wymagać by traktować ich z szacunkiem, decydować świadomie co stanie się z ich pieniędzmi.
 
Prezent z szafy?
Czas świąteczno-noworocznych zakupów to dobry moment, żeby zastanowić się nad swoimi konsumenckimi wyborami.
 – W tym czasie ludzie co roku dostają i dają innym setki prezentów. To często gigantyczne marnotrawstwo – mówi Ania. Zastanawia się od kilku lat, po co ludzie dają sobie kolejne bombki na stojaku lub kubki z logo firmy. Robiąc prezent, warto zastanowić się, po co chcemy coś dać. Czy to się komuś przyda, czy jest potrzebne, czy się z tego ucieszy? Kupując, czytać metki, pytać sprzedawców, kto wyprodukował daną rzecz, w jakich warunkach, czy dostał zapłatę za swoją pracę. Lepiej zastanowić się, czy dany prezent przetrwa długo, czy nie opłaci się przypadkiem wydać więcej pieniędzy i kupić rzecz dobrej jakości, trwalszą. Warto wspierać mniejsze firmy, sklepy, choćby dlatego, że byłoby bardzo smutno, gdyby takie miejsca znikły.
Zamiast kupować można też zrobić prezent. Nawet jeśli się jest średnio utalentowaną manualnie osobą można, według Eftowiczów, zrobić coś własnoręcznie. Możliwości jest wiele. Dwa lata temu podczas akcji „Prezenty zrobione lepsze niż kupione” eFTe prowadziło warsztaty szydełkowania, pokazywali, jak robić papier czerpany, biżuterię, aniołki z masy solnej. W tym roku uczą robienia filcowych kulek i szablonów, podpowiadają, gdzie zrobić etyczne zakupy, sugerują, by kupować rzeczy wykonane przez inne osoby, używane, z odzysku. – Fajnym pomysłem jest recykling w obrębie rodziny, znajomych – dodaje Ania. – Ja na przykład chcę w tym roku dać znajomemu coś, co należało do mojego dziadka. Bo nie chodzi tylko o kwestie estetyczne. Według mnie dzielenie się czymś osobistym ma także wielką wartość emocjonalną.
 

Więcej o eFTe na www.efte.org

źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Komentarze | dodaj komentarz
Nie ma żadnych komentarzy - dodaj komentarz
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.